Valerian i montaż


Ładne, ale bez życia - recenzja filmu Valerian i miasto tysiąca planet Joanna Kułakowska 1 0 Valerian i miasto tysiąca planet Luca Bessona miało przebić odlotowością Piąty element — wcześniejsze dzieło tego samego twórcy. Zupełnie nie wyszło. Miłośnicy i miłośniczki takiego klimatu powinni sięgnąć po wydania zbiorcze owych historii, które pojawiły się na rynku w latach nakładem wydawnictwa Taurus Media. Film Valerian i miasto tysiąca planet stanowi niezbyt wierną adaptację różnych komiksowych elementów np.

Oprawiony plakat Valerian i Miasto Tysiąca Planet - Valerian

Tak więc czy opowieść ta — i jej główni bohaterowie — oddają klimat graficznej serii? Powiedzmy, że Bessonowi udało się doń zbliżyć w kreacji zwariowanego, dziwacznego uniwersum, ale znacznie rozminął się w kwestii postaci centralnych.

Filmowy Valerian Dane DeHaan składa się niejako z dwóch person. Jedna rzeczywiście przypomina swój pierwowzór, czyli pyszałkowatego agenta, którego stanowczo zbyt wielkie mniemanie na temat własnej osoby ma jednak pewne przełożenie na rzeczywistość, a w każdym razie na umiejętność radzenia sobie w sytuacjach valerian i montaż. Facet często ma pecha, z którego wychodzi dzięki Czasami to szczęście nosi imię Laurelina.

Komisowy agent, owszem, jest kobieciarzem, ma też urok osobisty, któremu próżność tylko dodaje pikanterii i wywołuje rozbawienie. Z Laureliną Cara Delevingne postąpiono tu tak, jak valerian i montaż już bywało w rozmaitych filmach i serialach, wspinając się na szczyt niekonsekwencji.

Pamiętacie Lois Lane z serialu Smallville? W jednym odcinku pokonuje oddział komandosów, w innym porywa ją samotny psychopata.

Ładne, ale bez życia - recenzja filmu Valerian i miasto tysiąca planet

Z drugiej strony wersja Delevingne praktycznie nie wykorzystuje swego seksapilu, jak zwykł to czynić graficzny oryginał. Jest też pewien szczegół, można by powiedzieć drobiazg zupełnie niewart uwagi w dobie, gdy w adaptacjach na inne medium postaciom często zmienia się rasę, ale dlaczego wybierając aktorkę, która rzeczywiście przypomina pierwowzór, nie zadbano o kolor włosów?

wykorzystanie erekcji

Może czytelnikom i czytelniczkom niniejszej recenzji wyda się to śmieszne, ale ćwiczenia do montażu stojącego fakt, że Laurelina nie jest ruda, naprawdę budzi dyskomfort kogoś, kto lubił komiksową serię.

Co do samego filmu Valerian i miasto tysiąca planet — fabuła owej nowej opowieści zawiera sporo dziur logicznych i obfituje w wielokrotnie do znudzenia i niesmaku eksploatowane już klisze. Oczywiście można stwierdzić, że przecież cykl o Valerianie i Laurelinie zawierał niemało wątków zwyczajnie głupich, a logika nie była najmocniejszą stroną struktury fabularnej, jednakże miał niezaprzeczalny urok oraz niezłą valerian i montaż, których brakuje filmowi.

  • Kiedy penis przestaje rosnąć
  • Przedłużenie erekcji mężczyzn

To nie można od razu zafundować sobie całych ton tych pereł z zaledwie kilku zebranych? Valerian i miasto tysiąca planet bezsprzecznie epatuje wizualnym przepychem. Film kosztował ponad dwieście milionów dolarów do tej pory takie nakłady finansowe osiągały jedynie hollywoodzkie produkcjea na efekty specjalne i grafikę komputerową poszło aż siedemdziesiąt procent tej kwoty. Podczas seansu ewidentnie widać, jak daleko poszedł rozwój sztuk wizualnych od czasów Awatara oraz Final Fantasy, które swego czasu sprawiały na widzu kolosalne wrażenie.

w środku stosunku znika

Problem w tym, że obraz w reżyserii Luca Bessona prawie nie robi wrażenia. Tworzony o wiele bardziej prymitywnymi metodami Piąty element rzuca na kolana scenografią, kostiumami, grafiką i sposobem realizacji. Bazujący na nowszych technikach, teoretycznie lepszy, nowy film tego samego twórcy nie valerian i montaż równie dobrego stylu ani porównywalnej dawki szaleństwa i osobliwości.

W pułapce czasu (serial animowany)

W dużej mierze problem stanowi tu gorszy scenariusz, ale nie tylko, różnica w odbiorze związana jest też z warstwą wizualną — niby tak dopieszczoną, a jednak pozbawioną wdzięku i energii, po prostu martwą.

Wszystko zdaje się rozbijać się o dynamikę produkcji — świetne, efektowne sceny rozłażą się nagle w szwach i przechodzą w nużące dłużyzny, zupełnie jakby reżyser był zbyt emocjonalnie przywiązany tak do całokształtu swego dzieła, jak również do każdego szczegółu z osobna, a w efekcie nie był w valerian i montaż pozwolić na profesjonalny montaż.

Zostało tam mnóstwo rzeczy niepotrzebnych i nic niewnoszących, za to, niestety, drętwych i zwyczajnie nudnych. W rezultacie wiele malowniczych kadrów wydaje się pozbawione życia. Rzadko kiedy ogląda się teoretycznie oszałamiający wizualnie pościg, który pozostawia doskonale obojętnym na skutek Podobać się może także akcja przeprowadzona wraz z oddziałem innych agentów, którzy pod względem stylistyki zapewne odnaleźliby się na kartach komiksu Burton i Cyb Antonia Segury i Jose Ortiza.

Generalnie najlepszy wydaje się sam początek, który klimatycznie ukazuje historię powstania tytułowego miasta tysiąca planet, co w sumie jest dość smutne. Problemem Valeriana i miasta tysiąca planet okazuje się także brak naprawdę charyzmatycznych postaci.

„Valerian i miasto tysiąca planet” - recenzja

Para głównych bohaterów w lepszych momentach ani ziębi, ani grzeje, a w tych gorszych porządnie irytuje. Momentów, kiedy widz szczerze uśmiecha się pod nosem, jest relatywnie niewiele choć na szczęście występują, chociażby absurdalna scena prezentowania strojów Laurelinie. Tak czy owak, gdzie im tam do Leeloo i Korbena.

nequent ring on penis

Czarny charakter ani nie fascynuje, ani nie prowokuje dreszczu na plecach, ani nawet nie rozbawia. Ogólnie prezentowana tu psychologia jest na poziomie gimnazjum albo jeszcze gorzej ktoś umiera, i to przez Valeriana i Laurelinę, tymczasem nasi bohaterowie nie potrafią przekonująco oddać choćby kilku sekund smutku.

erekcja dyskusyjna

Jeśli zaś chodzi o grę aktorską, to jak valerian i montaż już niejedna osoba zauważyła, najlepiej sprawiła się Rihanna Notabene sceny z jej udziałem to wariacja na temat scen z Divą z Piątego elementu.

Na koniec powiedzmy sobie, co starano się przemycić w powodzi ładnych, choć pozbawionych życia obrazków. Ni mniej, ni więcej, tylko opowieść rozliczającą się z kolonializmem i jego skutkami.

Oto zły biały człowiek, który w pogoni za dobrami materialnymi i karierą valerian i montaż wszystko, co stanęło mu na drodze, a potem idzie w zaparte, by zatuszować swoje zbrodnie i nie przyznać się. Wojenna machina, która nie zwraca uwagi na życie niszczone przy okazji, fałszywie rozumiany patriotyzm będący zasłoną dymną dla zbrodni wojennych. Czarny człowiek usiłuje go powstrzymać, ale pada ofiarą bezlitosnego karierowicza.

Klisze, klisze, klisze Na całe szczęście sytuację próbują ratować również biali, ale zaraz — jeden z nich jest rudy którzy tyle razy w historii padli ofiarą zabobonów, a to że fałszywi, a to że zdrajcy Podsumowując: film jest ładny, to trzeba przyznać, szkoda jednak, że niewiele ponadto reprezentuje.